Łukasz Biliński w cyklu swoich prac ,, Trompe l’oeil” opowiada o iluzji, złudzeniu… jednak nie o takim jakie znamy z okresu baroku. Iluzja nie służy do zmylenia odbiorcy, nie tworzy jedynie błędnego wrażenia czegoś co w istocie nie istnieje, lecz poprzez zniekształcone widzenie, autor z dwuwymiarowej powierzchni wychodzi do wewnątrz przedmiotu, sięgając głębiej poza materialny stan trójwymiarowej rzeczywistości. Dzięki zachwianej interpretacji, przekornie dowiadujemy się więcej niż w dosłownym realizmie.

Prace Łukasza to przede wszystkim bardzo intymna, ale jakże subtelna prezentacja emocji i historii, które mogły za szybko przeminąć bądź nigdy się nie zdarzyć.
Przykuwająca uwagę jest forma. Artysta, jako zdeklarowany minimalista, bardzo ostrożnie – a na pewno skrajnie świadomie łączy czerń z bielą. Czerń, tworząca opowiadane historie, malująca uczucia, która przenika przez białe tło osamotnienia – albo idąc dalej – nieznośnego stanu samotności, rozmywa się – przemija wraz najróżniejszymi odcieniami koloru szarego. Posługując się czarno-białą retoryką, Łukasz opowiada bardzo sensualnie właśnie dzięki szarościom. To, co niedopowiedziane kolorem, uzupełniane jest właściwościami faktur, jakie daje akryl. Minimalizm tego malarstwa nic nie upraszcza, ale nie pozwala na nazbyt dowolne interpretacje.
Patrząc na obrazy w bardzo uproszczony sposób, można poczuć w nich atmosferę czarno-białej fotografii – tej z pierwszej połowy XX wieku.

 

Fotorelacja z wernisażu