“Jak mówić o malarstwie? To dla mnie zawsze jest problem. Mówić metaforą o metaforze? Czy próbować powiedzieć wprost? Ale jak mówić wprost o czymś, co nie ma nazwy, tylko formę i kolory?

W innych dostrzegamy samych siebie. Jak w lustrze. To, co robimy i jak robimy, ma odbiorcę – celowego, przypadkowego, bliskiego i nieznajomego. Przeglądamy się w innych jak w zwierciadle. To ten człowiek obok odbija naszą twarz. Takim lustrem są osoby szczególnie nam bliskie. W miłości, przyjaźni, kłótniach, we wspólnym życiu są jak ekran, który pokazuje, kim jesteśmy.

Takie porównanie jest zasadne także w odniesieniu do malarstwa. To patrzący na moje obrazy odbiorca jest lustrem, w którym widzę siebie ukrytego za płótnem pokrytym farbami. Porównania są użyteczne, jednak tylko do pewnego stopnia. Coś pokazują, coś zniekształcają – jak lustro. W uczuciach i twarzach innych też nie widzę siebie wprost. To zawsze jest zniekształcone odbicie, interpretacja, zapośredniczenie.

Tego jednak szukamy z natury: reakcji zwrotnej, kontaktu, odpowiedzi na pytania, czy po prostu zrozumienia naszych wypowiedzi. Także tych wypowiadanych językiem malarstwa. Szukamy siebie w odbiorcy, w kimś drugim. Jak w lustrze. Ale czy w odbiciu widzimy cały obraz? Czy może widzimy nasze działania , ruchy i twarz tylko we fragmentach? W okruchach?

Nie można zapominać, że okruchy lustra mogą kaleczyć i ranić. Nasze odbicie w uczuciach innych ludzi nie zawsze jest miłe, nie musi nam się podobać. Odbiór innych nie musi być łatwy. Te relacje bywają trudne. Okruchy lustra mogą kaleczyć zarówno mnie jak i innych. Spojrzenie na własne odbicie w oczach odbiorcy może być bolesne. Ale często jest to jedyna droga, żeby ocenić wartość naszych wypowiedzi. Wszystkich – malarskich i nie malarskich.

Żeby zobaczyć siebie.” – Robert Bubel

 

Fotorelacja z wernisażu